Sześć miast w kilka godzin, czyli rejs po Morzu Śródziemnym

W Valleccie było tak fajnie, że wysiedliśmy ze statku dwa razy. Drugim powodem było to, że podczas pierwszej wizyty zgubiliśmy but dziecka po tym jak wpadło nam do fontanny. Byliśmy też w Barcelonie, Marsylii, Genui, Neapolu oraz Messynie, a w każdym z tych miast zeszliśmy na ląd już tylko raz. I za każdym razem na parę godzin. Jak było?

Perast – jest przepięknie! Krótka historia.

Jak dotrzeć na wyspę? Nic trudnego - łódką, z brzegu Perastu, w kilka minut. A łódka czy raczej jej operator z pewnością Was znajdzie, ba nawet na podróż namówi. Niestety nie pamiętam ile taka przyjemność kosztowała, ale nie były to wygórowane kwoty. Do tego dzieci popłynęły gratis, zwłaszcza że były raczej sceptyczne.

Jak odpocząć z dwójką maluchów (i mężem), czyli agroturystyka po niemiecku

Rodzice, także ci nieposiadający życia zawodowego, wiedzą też, że żeby zadbać o dzieci, trzeba też zadbać o siebie. I jestem pewna, że Niemcy właśnie po to wymyślili Ferienbauernhöfe (l.poj. Ferienbauernhof - tak, to jest jedno słowo). Choć nie da się ukryć - w tym przypadku chodzi bardziej o dobrą rodzinną zabawę niż pakiet spa w samotności.

10 patentów na łatwiejszy lot z żywiołowym maluchem

Do tej pory nie zapomnę lotu, podczas którego siedziała przed nami dziewczyna z wysokim, wydatnym kokiem. Nie miała zbytnio ochoty na zabawę z naszym małym wariatem (i miała do tego pełne prawo), za to Leon przez trzy i pół godziny lotu próbował tylko złapać za to ekscytujące upięcie włosów. Dobrze, że miejsce obok nas było wolne i zajęliśmy młodego czołganiem się pod rzędem foteli.

Święta (prawie) w środku lasu. Jarmark Bożonarodzeniowy w Velen.

O leśnym jarmarku Bożonarodzeniowym w Velen dowiedziałam się z lokalnego magazynu czekając w kolejce do lekarza. Okoliczności brzmią może niezbyt nastrojowo, ale kolejne informacje coraz bardziej zachęcały do wycieczki. Oprócz tego, że Velener Weinachsmarkt został opisany jako jeden z bardziej malowniczych w regionie, organizatorzy szczycili się milionem (dosłownie milionem) lampek użytych do dekoracji. Mnie w sumie zachęcał już sam fakt, że impreza znajduje się w lesie.

Na samym krańcu Sycylii (albo i dalej), czyli zielone Marettimo

W kolejnym wpisie muszę ostrzec, że będzie trochę romantycznie a nawet trochę tendencyjnie. Ale głównie na początku. Inaczej się nie da. Zaczynamy: Ta malutka, górzysta i totalnie zielona wyspa jest idealnym miejscem na jesienną ucieczkę od szarugi. Jest też najbardziej oddaloną od Sycylii spośród trzech wysp Archipelagu Egadów. Marettimo odwiedziliśmy w październiku 2016, czyli dobre … Czytaj dalej Na samym krańcu Sycylii (albo i dalej), czyli zielone Marettimo

Wspaniałości z Honfleur

Nasza wyprawa do Normandii tak naprawdę rozpoczęła się jeszcze kilka dni przed wyjazdem kiedy to odkryliśmy, że rodzinne auto jest bardziej zepsute niż przypuszczaliśmy. Z powodu tego całego zamieszania wiele faktów o Honfleur poznaliśmy dopiero na miejscu. Dowiedzieliśmy się na przykład, że Normandia należy do raczej deszczowych regionów. Na szczęście mój rodzicielski instynkt nie zawiódł, … Czytaj dalej Wspaniałości z Honfleur

Jak i co zjeść w Honfleur? Z dziećmi.

Na tytułowe pytanie powinnam odpowiedzieć, że dobrze. Jednak w naszym ówczesnym składzie nie było to takie proste. Po pierwsze - mieliśmy ze sobą nieprzewidywalnego bobasa i rozbieganego dwulatka, po drugie - Francuzi nie są przesadnie entuzjastyczni jeśli chodzi o dzieci. Oczywiście jest miło i z uśmiechem, ale nie żeby gdziekolwiek były wysokie krzesełka, jakieś kąciki z zabawkami albo żeby ktoś żwawo podbiegał do naszego stolika żeby pozabawiać nasze przesłodkie potomstwo (bez sarkazmu, oni są po maksie słodcy, ale jako matka mogę nie być zbyt obiektywna 😉 ).

Omlety i priorytety, czyli Mont-Saint-Michel

Myślę, że obsługa już od progu wiedziała jakiego serwisu nam trzeba, dlatego nasze posiłki wylądowały na stole w tempie godnym uznania kierowcy formuły 1. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że omlety mogą w ogóle być takie dobre! Rumiane na zewnątrz i lejące w środku. Były warte każdej minuty w głośnym samochodzie oraz pełnym ludzi autobusie!

Jak nie dojeżdżać z Münster i nie lecieć z Düsseldorfu

Nie rozpisując się na temat całego chaosu, który nam towarzyszył i tego jak bardzo nie doszacowałam czasu potrzebnego na wszystkie detale, wspomnę tylko, że na pociąg odjeżdżający o 16:32 dotarliśmy o 16:32. Chyba nigdy tak szybko nie biegłam z dzieckiem w nosidle.

Uratował nas niemiecki Ordnung, który kolei zdaje się nie dotyczyć - pociąg był jak zwykle opóźniony. Oddając się kontemplacji dworcowych widoków przypomniałam sobie, że mój telefon nadal ładuje się w samochodzie - 100% baterii zawsze w cenie, szkoda tylko, że nie ze mną.