Belgrad-Bar pociągiem

Z racji biegających dzieci, z czasem poznaliśmy wszystkie starsze panie, później trochę młodszych ludzi a pod koniec trasy frakcję imprezową. Felek za każdym razem kiedy opuszczał nasz przedział udawał się niezwłocznie w stronę babciowej części –  tam panie częstowały pierniczkami a młody przekroczył już chyba swój życiowy limit cukru.

Jak jeździliśmy po Belgradzie

Pan kierowca upewnił się czy mamy ze sobą wszystkie pieniądze i dokumenty – wtedy poczułam, że zna mnie chyba od zawsze. Być może nie wiedział tylko, że zna mnie też mój mąż, który podobny zestaw pytań zadał mi tej nocy już 1534 razy.